sobota, 26 lipca 2014

15 ~ poprostu

-Dzień dobry -przywitał mnie lekko ochrypnięty głos Harry'ego.
-Hej Harry.

Pocałował mnie w policzek.

-Coś się stało? -zapytał.
-Nie, nic -odpowiedziałam, nie patrząc mu w oczy.
-Naprawdę? -złapał mój podbródek, zmuszając do kontaktu wzrokowego z nim.
-Naprawdę.
-Wybacz, ale za dobrze cię znam żebyś mogła mnie tak kłamać.
-Harry -położyłam ręce na jego barkach -Zrozum, nic się nie stało.

~*~

Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Nakryłam Harry’ego częścią kołdry, której wcześniej byłam użytkownikiem. Szybko poszłam do łazienki, uprzednio biorąc potrzebną mi garderobę.

Nigdy nie traktowałam Świąt Bożego Narodzenia, jako wielką uroczystość na którą trzeba być mega wystrojonym i w ogóle. Ani trochę.

Będąc już gotowa zeszłam na dół, żeby sprawdzić czy prezenty które wczoraj położyłam pod choinką dalej tam są. I były.

Niestety, dalej było we mnie to dziwne uczucie, które mówiło mi, że dziś stanie się coś złego.

-Dzień dobry –przywitała mnie Robyn.
-Jezu, wystraszyłaś mnie –złapałam się ‘za serce’.
-Przepraszam –zaśmiała się i ja również. -Może zrobimy śniadanie?
-Tak, jasne.

Najprostrze śniadanie na świecie. Kanapki. Ja pokroiłam chleb, który Robyn posmarowała masłem i dodała szynkę.

-Wiesz co Robyn?
-Hm?
-Chyba jestem w ciąży.
-Kolejny żart? -parsknęła
-Nie. -wypuściłam głośno powietrze
-Harry wie?
-Nie.

Popatrzyła się na mnie i lekko się usmiechnęła.

*************************************************************************

Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, ale miałam za dużo spraw na głowie, a teraz są wakacje wieć może znajdę więcej czasu na pisanie :)

PS. przepraszam że ten rozdział taki krótki, ale następny będzie dłuższy ;) xx

czwartek, 24 kwietnia 2014

14 ~ wymarłe uczucie

*oczami Angela'i*

Moje powieki powoli zaczynały robić się ciężkie. Nie kończąc filmu, który był dość ciekawy, wyłączyłam laptopa.

-Dobranoc Harry -odwróciłam się i musnęłam jego nagi tors.
-Dobranoc Angie -przytulił mnie mocniej.

~*~

Otworzyłam oczy, miałam całkiem dobry humor. Wyswobodziłam się z uścisku Harry'ego, starając się go nie obudzić. Przetarłam oczy i ruszyłam do łazienki, aby się ubrać. Postanowiłam zrobić wszystkim śniadanie - proste kanapki. 
Sama zjadłam trzy, wzięłam portfel, ubrałam płaszcz i postanowiłam kupić, a właściwie zapłacić za wcześniej zamówione prezenty. 

Nie wiem czemu, ale czułam że coś we mnie umarło. Jakieś uczucie. Jakbym rzeczywiście była tą 'głupią suką' jaką postrzegano mnie w gimnazjum, tylko dlatego że moi rodzice byli bogaci. Głupie, prawda? 

Ostatnimi dni czułam się źle, nawet bardzo źle. Nie przez to, że nie miałam pracy, albo że moi rodzice nie mogli przyjechać na święta. Nie. To nie o to chodziło.
Po prostu, bolał mnie brzuch. Ostatnimi dni często wymiotowałam. Najgorsze było to że nie wiedziałam czemu.

Powoli przekręciłam kluczyk w drzwiach, starając się nie wypuścić z rąk toreb z 'niespodziankami'.
Było cicho, za cicho. Przecież o tej porze w domu tętniło życiem, a teraz, nic, cisza. Błoga cisza. Weszłam do środka, ponieważ pomyślałam że wszyscy mogą jeszcze spać. Zapakowane prezenty położyłam pod choinką.

-No właśnie, jeszcze tort dla Louis'a -uderzyłam się w głowę.

Zadzwoniłam do mojej dobrej znajomej, która pracowała w cukierni i zamówiłam u niej wcześniej wspomnianą rzecz.
Wzięłam głęboki oddech, a na twarzy pojawił się lekki uśmiech.

-Wszystko załatwione -byłam z siebie zadowolona.

Mimo to dalej czułam się tą 'głupią suką' i wiedziałam że za niedługo zdarzy się coś co przewróci moje życie do góry nogami...

sobota, 19 kwietnia 2014

13 ~ spokój

-No dobra chłopcy! Koniec -zażądałam.
-Nie jeszcze, nie -prosił Zayn.
-Macie to posprzątać. Teraz -rozkazałam ponownie.
-Niech ci będzie -powiedział smutny Niall.
-Super -uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z kuchni siadając na kanapie, po chwili doszły do mnie dziewczyny.

-Hej Angie co się stało? -zapytała Robyn
-Nic, po prostu nie mam humoru -odpowiedziałam odwracając wzrok.
-Możesz powiedzieć.
-Mama do mnie dzwoniła że nie może przyjechać na święta i na dodatek zostałam bez pracy -żaliłam się -Po prostu świetnie -krzyknęłam pretensjonalnie -Jedyną rzeczą, która jest w tej chwili w porządku to, to że jesteście tu ze mną.

Dziewczyny przytuliły się do mnie z każdej strony.

-Ale nie rozmawiajmy o moich problemach, przecież z dwa dni święta.
-I urodziny Louis'a -dodała Diana.
-Racja -zgodziłam się.

 Chłopcy weszli do salonu z minami których wyrazu nie mogłam zgadnąć. Nie byliśmy specjalnie 'brudni' więc  nie musieliśmy brać prysznica i mogliśmy ten czas poświęcić na coś bardziej interesującego. Prawda?
Lecz ja i tak wolałam iść do łóżka, włączyć jakiś film i trochę odpocząć od codzienności.

-Wiecie co? Ja jestem trochę zmęczona, więc chyba pójdę się położyć -wstałam z kanapy i zaczęłam kierować się w stronę sypialni.
-Nie pożegnasz się z nami? -zapytał Louis.
-Racja! Jak mogłam zapomnieć. -skarciłam się.

Pożegnałam chłopców całując ich w policzki i odeszłam w ciszy.
Położyłam się do łóżka, 'zrzucając' z siebie część mojej garderoby i zostając w samej bieliźnie. Wybrałam przypadkowy film i zaczęłam go oglądać.

*oczami Harry'ego*

Po cichu wszedłem do sypialni. Ujrzałem moją księżniczkę leżącą w łóżku, przypatrywała się czemuś co leciało w laptopie. Bez dźwięcznie zacząłem delektować się jej nagimi ramionami które okrywały tylko ramiączka biustonosza.

-Co robisz? -zapytała nagle się odracając.
-Patrze.
-Ambitne zajęcie.
-Bardzo -zaśmiałem się.
-To zamiast się tak patrzeć -odkryła kawałek kołdry, dając mi znak abym dołączył do niej -chodź.

Nie protestowałem. Zdjąłem z siebie koszulkę, spodnie i już za chwilę leżałem obok niej, delektując się ciepłem jej wpół nagiego ciała.


________________________________________________________________

Bardzo was przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ale miałam pewne komplikacje i na dodatek dołączyłam do bloga i zaczęłam tam pisać imaginy wraz z dwoma wspaniałymi dziewczynami
http://imaginezonedirection.blogspot.com/
 więc musicie mi wybaczyć
kocham was bardzo ♥





czwartek, 3 kwietnia 2014

Ważne !

Chodzi o to że zmieniłam dziewczynom imiona i nazwiska oraz zdjęcia bohaterów. Tak wam mówię, żebyście się nie zdziwili jak będziecie czytać ((:

piątek, 28 lutego 2014

12 ~ problem

-Halo? –zapytałam odbierając telefon
-Witaj córciu. –przywitał mnie ciepły głos mojej mamy
-Witaj mamo. To co kiedy przyjeżdżacie? –zapytałam z uśmiechem na twarzy
-No właśnie córciu, po to do ciebie dzwonie. Muszę ci oznajmić, że ja i tata nie będziemy mieli możliwości złożenia ci wizyty w te święta, ponieważ jak podają w wiadomościach od jutra mają być okropne burze i silne wiatry, które będą utrudniać ruch na drodze. –kiedy dokończyła po moim policzku spłynęła łza, którą szybko otarłam tak, aby Harry jej nie zauważył

Czy tylko mi zdarzają się takie nieszczęścia? Lepiej chyba być nie mogło. Za dwa dni, a ja dowiaduje się, że moi rodzice nie będą mogli mi towarzyszyć w wigilijnej uczcie. Wprawdzie na dworze nie leżał śnieg, co było bardzo dziwne, ponieważ zazwyczaj o tej porze roku, było go tu mnóstwo, ale nie dało się ukryć, że pogoda była dość nieciekawa. Z Birmingham do Londynu było trochę kilometrów, więc podróż w tak paskudną pogodę na jaką się zapowiadało była dość ryzykowna.

-Dobrze mamo, nic się nie stało. –powiedziałam przerywając niezręczną ciszę
-Bardzo mi przykro kochanie. –pocieszała
-To nie twoja wina. Mam tylko nadzieje że się szybko zobaczymy.
-Ja również skarbie. –pożegnała mnie i się rozłączyła

Przeczesałam niezgrabnie włosy moimi chudymi palcami, chowając telefon do torebki. Harry objął mnie w talii i dalej kontynuowaliśmy nasz powrót do domu. Loczek w drodze powrotnej nie zapytał ani razu co takiego złego usłyszałam rozmawiając przez telefon, to nawet dobrze, nie miałam ochoty o tym teraz rozmawiać, w końcu zbliżały się święta, czas radości, więc nie mogłam się teraz smucić.
Kiedy Harry otworzył drzwi prowadzące do wnętrza domu, można było usłyszeć głośną muzykę która dochodziła od strony salonu. Szybko ściągnęłam buty udając się w stronę dochodzącego jazgotu.

-A co tu się dzieje? –zapytałam składając ręce na klatce piersiowej
-Tańczymy. –odpowiedział Louis ukazując mi szereg swoich białych zębów
-Może zatańczysz z nami? –wtrącił po chwili Liam
-Nie dzięki. –powiedziałam z uśmiechem kiwając głową

Po chwili z kuchni wyłoniła się zgrabna sylwetka blondyna. Kilka sekund wpatrywałam się w chłopaka próbując poznać z kim mam do czynienia.

-Justin? –spytałam marszcząc oczy
-Angie? –mówił pytaniem na pytanie i uniósł brwi ku górze
-Co ty tu robisz? –ponownie zapytałam, przytulając się do chłopaka na powitanie
-No wiesz, wczoraj wróciłem z Niemczech i po prostu musiałem tu przyjechać żeby zobaczyć się z Laura'ą. –odwzajemnił uścisk
-Harry to jest Justin, chłopak Laura'y.  –oznajmiłam Harry’emu który właśnie wszedł do salonu
-Miło poznać. –powiedział Harry podając rękę Justinowi
-Mi ciebie również, chyba wcześniej się nie poznaliśmy? –odpowiedział Justin ściskając rękę loczka
-No pewnie że nie idioto. Jak miałeś poznać Harry’ego skoro jestem z nim miesiąc, a ty półtora miesiąca temu musiałeś wyjechać w ramach projektu do Niemczech. –pomyślałam śmiejąc się
-Nie, raczej nie, ale sądzę, że znajdziemy czas aby się lepiej poznać. –uśmiechnął się Hazz
-No pewnie. –sprostował i znów poszedł pomagać Laura'rze w kuchni

Skoro zostały nam tylko dwa dni do świąt, to trzeba było zacząć się przygotowywać. Dziewczyny zawsze spędzały święta tutaj, ich rodzice nie składali nam wizyt, natomiast następnego dnia one jechały do nich z wizytą, a że w tym roku nikt z rodziców nie składał nam wizyty mogliśmy się trochę wyluzować.
Postanowiłyśmy z dziewczynami, że zaprosimy chłopców na wigilie, żeby było nam raźniej.

-No dziewczyny, sądzę że powinnyście upiec ciasteczka. –oznajmił Niall
-Niall, rozumiem że jesteś głodny, ale musisz trochę poczekać, na razie zajmujemy się czymś innym. –powiedziała Diana przytulając się do Louis’a
-No proszę. –nalegał blondyn o nieziemsko pięknych niebeskich oczach
-No dobra Niall, chodź. –odpowiedziałam
-Super! –okrzyknął chłopak wbiegając do kuchni
-Pomożemy wam. –oznajmili wszyscy podążając za nami

Wyciągnęliśmy z szafki wszystkie potrzebne nam składniki i rozpoczęliśmy robić ciasteczka.
Ciastka znajdowały się już w piekarniku, wszyscy zasiadliśmy przy wielkim stole i spoglądaliśmy na rosnące słodkości. Niall był tym bardzo podekscytowany, spoglądając nerwowo na zegarek pytał co chwilę czy możemy już wyciągnąć ciastka. Na szczęście nie musieliśmy długo wysłuchiwać ciągłych pytań Niall’a, bo czas pozwolił nam się już nimi delektować.

-Upieczmy jeszcze coś! –krzyknął Niall ciskając niewielką ilością mąki którą miał w ręce, wprost na Zayn’a
-No Horan, masz poważny problem.! –powiedział mulat wstając i wysypując na blondyna całą opakowanie mąki
-Wojna! –oznajmił głośno Louis biorąc do rąk torebkę z mąką, która znajdowała się na blacie
-Sam tego chciałeś. –oznajmił Liam


Na moje nieszczęście kupiliśmy z Harry’m dużo mąki, która teraz walała się po całej kuchni. Nikt z nas nie zwracał na to uwagi i dalej kontynuowaliśmy naszą mączną wojnę.

czwartek, 13 lutego 2014

11 ~ lubię deszcz bo wtedy nie widać moich łez

Po cichu wyszłam z jeziora, nakładając na siebie całą moją garderobę i ruszyłam w stronę namiotów. -Gdzie byłaś? -zapytał Harry -Nieważne. -powiedziałam nie dając chłopakowi szansy na uzyskanie odpowiedzi Podeszłam bliżej chłopców i poczułam gorzką woń narkotyków unoszącą się w powietrzu. Nie komentując tego przewróciłam tylko oczami i poszłam położyć się spać, żegnając się z nimi. Rano jak zwykle obudziłam się pierwsza i postanowiłam wyciągnąć jedzenie z kampera. Kiedy wróciłam, ognisko było rozpalone, a przy nim siedziały dziewczyny grzejące swoje ręce. -Dzień dobry. -przywitały się że mną ciepło -Cześć. Głodne? -zapytałam a dziewczyny kiwnęły głową twierdząco Zaczęłyśmy zajadać kanapki, a po chwili z namiotu wyszli zaspani chłopcy, przywitali się z nami grzecznie i rozpoczęli konsumowanie jedzenia. -Dziś jest impreza, idziemy? -zapytał blondyn -Jasne, czemu nie. -odpowiedzieliśmy wspólnie -No nie wiem.-powiedziałam drapiąc się po głowie -Dlaczego? -Bo mnie głowa boli. Kiedy już zjedliśmy, ruszyliśmy w drogę powrotną. Wchodząc do domu, rzuciłam plecakiem o ścianę i od razu padłam na kanapę ze zmęczenia. Kiedy chłopcy wypakowali bagaże, przynieśli je do środka i rozkoszując się chwilową ciszą oparli się o ścianę. -To co? Idziemy na ta imprezę? -zapytał ponownie blondyn, przerywając ciszę -Ja nie. -wzięłam głęboki oddech -Dlaczego? -Ponieważ dalej boli mnie głowa. -odpowiedziałam że skruchą -To ja też zostane. -mówił Harry przytulając mnie czule -To my też zostaniemy. -oznajmili szpuszczając głowy -Nie ma mowy. Idźcie. Nie pozwolę, abyście przeze mnie stracili dobrą zabawę. -Jesteś pewna? -zapytał Liam -Tak. -odpowiedziałam Zbliżała się godzina wyjścia na imprezę. Wszyscy się wystroili i wyszli. Zostałam z Harry'm, który leżał obok mnie, trzymając moją dłoń i wpatrując się w laptopa na którym leciał jakiś film, ja natomiast wpatrywałam się w księżyc rozświetlający cały pokój. Szczerze mówiąc też miałam ochotę pójść na tą imprezę, ale ten ból głowy, no cóż, nie miałam wyboru. -Kochanie. Mam pomysł. -powiedział Harry -Jaki? -popatrzyłam na niego -Skoro ty nie mogłaś iść nad dyskotekę, to ja ci ją zrobię. -Nie Harry. -odpowiedziałam -No dawaj. Proszę. Będzie fajnie. -wstał z łóżka i pociągnął mnie za ręce stawiając na nogi Włożył nam słuchawki do uszu, włączył jakąś muzykę w miarę cicho, aby nie pogłębiać mojego bólu głowy. Pocałował mnie w czubek nosa, kładąc ręce na moich biodrach, ja tylko położyłam ręce na jego barkach i zaczęliśmy się kołysać na boki. Zaczęła dobiegać godzina 22.00, moje oczy robiły się coraz cięższe, ale nie dałam się zmęczeniu. -Może pójdę zrobić kolację. -zaproponowałam -Nie, ty zostań, ja pójdę. -powiedział sadzając mnie na łóżku Poczekałam chwilę, aż wyjdzie i po cichu zeszłam za nim do kuchni, obejmując go w pasie, on tylko odwrócił się i przytulił mnie. -Co tam gotujesz? -zapytałam -Robię naleśniki. -odpowiedział a ją zauważyłam jak je podrzuca na patelni -Nauczysz mnie tak? -spytałam robiąc słodkie oczy -Tak, oczywiście. -przytaknął Chwilę to trwało, oczywiście kilka naleśników wylądowało na podłodze, ale wreszcie się nauczyłam. Mogliśmy wreszcie spokojnie zjeść kolację. -Harry, muszę ci coś powiedzieć. -powiedziałam ze zniechęceniem -Co takiego? -popatrzył na mnie z przestraszoną miną -Od kilku dni, mój szef, chyba zaczął mnie molestować. -w moich oczach zaczęły się zbierać łzy -W jaki sposób? -pytał dalej z przejęciem -No zaczął mnie obmacywać, wczoraj klepnął mnie w tyłek. -po moim policzku poleciała łza -Co!? Musisz się stamtąd zwolnić! -krzyknął wstając z miejsca, podszedł i mocno mnie przytulił -Ale będziesz tam ze mną? -Tak, cały czas. Pójdziemy tam jutro i zabierzemy twoje rzeczy. -Dobrze. -pocałowałam go w policzek -Chyba już czas położyć się spać.? -Tak chyba, tak. ~ rano ~ Wygramoliłam się z łóżka i ruszyłam do łazienki w celu wzięcia szybkiego prysznica. Kiedy zeszłam na dół, zastałam tam wszystkich w bardzo dobrym humorze. -Dzień Dobry. -przywitałam się -Cześć. -odpowiedzieli z uśmiechem na twarzy -Hej kochanie. No to co, idziemy? -zapytał Harry obejmując mnie od tyłu -Tak. -odpowiedziałam ze zdenerwowaniem Kiedy dotarliśmy na miejsce szef odskoczył na widok Harr'ego. -Chyba się boi. -Harry zaśmiał się -Haha, chyba tak. -uśmiechnęłam się Harry podszedł tylko do szefa i z wielką złością, przywalił mu pięścią w twarz, ja w tym czasie zabrałam swoje rzeczy do torby. -Zwalniam się. -powiedziałam i machnęłam włosami Harry objął mnie w talii i ruszyliśmy w drogę do domu. W pewnym mnie momencie zadzwoniła do mnie mama z bardzo złą wiadomością.....

czwartek, 30 stycznia 2014

10 ~ wyjazd

Pożegnałam mamę i ruszyłam w stronę domu. Kiedy byłam przy drzwiach spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 17.00, więc została mi jeszcze godzina do rozpoczęcia randki Louis’a i Diana'y. Wkroczyłam do środka, ale Harr’ego tam nie było, próbowałam się do niego dodzwonić, lecz nie dałam rady, postanowiłam że zadzwonię do Niall’a.

-Hej Niall. –przywitałam się
-O hej Angie.
-Chodzi o to że Harr’ego nie ma w domu, a nie mogę się do niego dodzwonić, więc pomyślałam że może ty wiesz gdzie on jest?
-Nie wybacz nie mam pojęcia L–powiedział
-Aha L
-Ej Angie! –krzyknął nagle
-Co?
-Może miałabyś ochotę ze swoimi przyjaciółkami pojechać ze mną i chłopakami na biwak. -zapytał
 -Ymm jasne, a co z Harry’m.
-On też ma być.
-Czyli nie muszę się o niego martwić?
-Nie.
-A kiedy wyjeżdżamy?
-Dziś o 22.00
-Czyli. To ja idę się spakować i powiedzieć dziewczyną.
-Dobra, aha i nie martwcie się przyjedziemy po was.
-Okej, to do zobaczenia!

Najpierw poszłam do sklepu po szampana, a potem zajęłam się konkretami, przygotowałam spaghetti na jednym wielkim talerzu, tak aby oboje mogli patrzeć sobie w oczy, na stole postawiłam białe świece, elegancki obrus, i to wszystko. Chwilę po zakończeniu mojej pracy na kolacją do pokoju wbiegła Laura i powiedziała że Louis się już zbliża. Weszłam szybko do kuchni, a kiedy zadzwonił dzwonek zawołałam Diana'e, aby otworzyła drzwi, zaś ja w tym czasie nasłuchiwałam ich rozmowę.

-Oo! Hej Louis, a co ty tu robisz? –zapytała z zaskoczeniem
-Harry i Angie zorganizowali nam taką małą randkę żeby zrekompensować się za ostatni raz. –odpowiedział z uśmiechem
-Naprawdę? Później z nimi porozmawiam.
-Nie musisz, to miło z ich strony.

W końcu zasiadli do kolacji, śmiali się tak głośno że było to słychać, aż w kuchni. O 20.00 wyszli na długi, romantyczny letni spacer. Ja miałam chwilę czasu dla siebie, a ponieważ Harry dalej nie wracał, zaczęłam chodzić po domu i podziwiać jego szklane ściany, które za dnia wpuszczały do środka światło słoneczne, a w nocy tylko światło księżyca. Louis i Diana już wrócili, a z nimi Harry.

-Angie? –zapytał Louis
-Tak?
-Niall już do nas dzwonił w sprawie tego wyjazdu, ja już się spakowałem, a teraz idę pomóc Agu.
-Okej, fajnie. –odpowiedziałam, a oni poszli na górę

Od czasu kiedy Harry wrócił nie odezwał się do mnie słowem, tylko patrzył na mnie z miną zbitego psa. Kiedy chłopcy nadjechali wielkim kamperem wszyscy musieliśmy się jakoś zmieścić w środku.

-Harry może powiesz mi gdzie dziś byłeś? –zapytałam, ale nie odpowiedział mi

Patrzył na mnie błagalnym wzrokiem jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.
Wreszcie dojechaliśmy na miejsce, a Harry dalej nie odezwał się do mnie słowem. Zaczęliśmy rozkładać namioty ja Robyn i Laura miałyśmy jeden wielki namiot, chłopcy zaś mieli jeden wielki dla siebie. Kiedy rozłożyliśmy namioty, rozpaliliśmy ognisko i wszyscy przy nim zasiadliśmy, Niall i Zayn przynieśli piwo z małej lodówki która znajdowała się w kamperze, zauważyłam że z kieszeni Zayn’a wystawała torebeczka z narkotykami, nie chciałam się go czepiać, bo to jego życie i ma prawo o nim decydować. Postanowiłam że Harry’emu również nie będę mówiła co ma robić, chwilę później dostałam sms’a od doktora.
                                                  
                                                           „ Witam, przepraszam że tak późno, ale okazało się że pomyliły                                                                            mi się wyniki badań i nie jest pani w ciąży. Doktor 

-Jezu, jaki z niego idiota! Hahahah. –krzyknęłam
-Z kogo? Co jest? –zapytał Harry
-Nie jestem jednak w ciąży, ten idiota się pomylił.
-Serio?
-Tak. –odpowiedziałam przytulając loczka

Skoro nie byłam w ciąży mogłam robić co mi się żywnie podoba. Nie odmówiłam sobie 2 piw, które wypiłam razem z chłopakami. Dobiegała już 01:30 w nocy, dziewczyny zaczęły się zbierać do snu.

-Hej Angie idziesz? –zapytała Laura
-Nie, ja jeszcze zostanę.

Trochę się bałam zostać sama z chłopakami, bo byli no trochę pijani, więc postanowiłam pójść i wziąć orzeźwiającą kąpiel w jeziorze, tylko szkoda że nikt mi o nim wcześniej nie powiedział. Nie miałam innego wyjścia niż kąpać się nago, i tak też zrobiłam. Mówiąc chłopcom że idę się przejść, potajemnie przeszłam przez krzaki tak, aby mnie nie zauważyli. Woda była rozświetlona przez księżyc, popatrzyłam się w około czy nikt się nie czai, i ściągnęłam z siebie wszystkie ciuchy. Powoli i cicho weszłam do jeziora, temperatura wody była cudna, aż nie chciałam z niej wychodzić.

Obserwatorzy